Start » Aktualności » 2010 » Na walecznym Rutenie można polegać

Na walecznym Rutenie można polegać

data publikacji: 27.10.2010, 14:39  |  autor: elwira   |  liczba komentarzy: 0

W KMET dwa do jednego dla gości zza granicy


W niedzielę na służewieckim hipodromie odbył się mityng KMET, w którym oprócz polskich wzięły także udział konie z Czech i Słowacji. Z trzech międzynarodowych gonitw KMET Cup konie zza granicy wygrały dwie.


KMET to organizacja zrzeszająca hodowców koni pełnej krwi angielskiej z krajów Europy środkowo – wschodniej. Dlatego mityngi KMET porównuje się do słynnych Breeder`s Cup rozgrywanych na torach amerykańskich. Na Służewiec przyjechało tylko 11 koni zza naszej południowej granicy, ale mimo to mityng należy uznać za udany. Szczególnie emocjonująca była gonitwa KMET Cup Classic (2400 m), w której wzięły udział najlepsze stayery z Polski, Czech oraz Słowacji. Chodziło w niej nie tylko o splendor i wysoką nagrodę pieniężną, ale także o honor polskiej reprezentacji, która z kretesem przegrała dwa poprzednie międzynarodowe wyścigi w sprincie i na średnim dystansie.


Faworytami graczy w KMET Cup Classic były dwa konie – polska klacz Kardinale i słowacki ogier Camill. Podgrywano także zwycięzcę Wielkiej Warszawskiej Dancing Moona oraz derbistę z 2008 r. siwego Rutena, który latem przechodził spadek formy związany m.in. ze zmianą stajni. Wyścig poprowadził umiarkowanym tempem słowacki Ramblin Scout. Zaraz po starcie dosiadający Dancing Moona dżokej Wiktor Popow usiłował wypchnąć na duże koło Camilla pod Gary Hindem, ale rutyniarz Hind odparł atak. Z nieoficjalnego źródła dowiedzieliśmy się, że po wyścigu Popow poleciał poskarżyć się na Anglika do Komisji Technicznej, ale został ponoć przez stewardów przepędzony.


Wolne tempo było zagrożeniem dla silnego Rutena, który potrzebuje mocnego wyścigu. Około 1400 m przed metą dosiadający ogiera Martin Srnec wyprowadził go więc na front i mocno podkręcił tempo. Przy wyjściu na ostatnią prostą Rutena wyrzuciło na duże koło, przez co stracił kilka długości. Skorzystały na tym prowadzone przy kanacie Camill, czeski Skarabeus oraz Kardinale, które rozpoczęły emocjonujący finisz. Jednak Ruten, który wyraźnie odzyskał wigor i formę sprzed lat, był tego dnia za silny dla konkurencji. Galopując swoim tempem środkiem toru wygrał z Kardinale o trzy czwarte długości. Jako trzeci minął celownik trenowany w Czechach przez Grzegorza Witolda Wróblewskiego, nieliczony w grze Skarabeus. Faworyzowany Camill nie wytrzymał mocnego tempa i zajął dopiero czwarte miejsce.


Ruten nie lubi twardej bieżni ze względu na dolegliwości kopyt, a podczas minionej dwudniówki konie ścigały się praktycznie na betonie (stan toru 2,4, niczym upalnym latem). Trenerzy i właściciele Rutena modlili się więc o deszcz i rozważali wycofanie ogiera z gonitwy, choć nie powinni odprawiać żadnych modłów, ponieważ w trosce o zdrowie koni organizator ma obowiązek polewać tor. Tak jest w całej Europie, także na Słowacji i w Czechach. Ktoś w Internecie napisał: „Dla klasowego konia nie jest ważne, czy tor jest twardy, czy też miękki”. Rzeczywiście, Ruten pokazał, że jeśli jest w formie potrafi poradzić sobie z rywalami w każdych warunkach. Swój sukces koń ten zawdzięcza talentowi, niebywałej waleczności, dżokejowi Martinowi Srnecowi oraz swoim trenerom – Tomaszowi Kluczyńskiemu i Adamowi Wyrzykowi, który osobiście dosiada ogiera na treningach. Ci dwaj pasjonaci koni wyścigowych stworzyli znakomicie rozumiejący się trenerski tandem.


Druga na celowniku Kardinale udowodniła, że jest dobrym, rzetelnym folblutem. Chyba jednak faktycznie trochę brakuje jej klasy, co sygnalizował latem trener Andrzej Walicki, ponieważ córka niemieckiego Belenusa nie potrafiła wygrać żadnego z najważniejszych wyścigów dla trzylatków. Jest wiecznie druga, a poniesionymi porażkami nie można w nieskończoność obciążać dżokeja i organizatora wyścigów, który rzekomo niewłaściwie polał bieżnię, czy też tłumaczyć się po prostu brakiem szczęścia. Kardinale została wystawiona na sprzedaż na poniedziałkowej aukcji koni na Służewcu. Niestety nikt nie chciał za nią dać nawet 20 tysięcy zł. W kuluarach mówiono, że podopieczna trenera Walickiego była w tym sezonie maksymalnie eksploatowana, co może niekorzystnie odbić się w przyszłości na jej potomstwie. Nie spodziewaliśmy się, że aukcja z udziałem kupców z zagranicy aż tak brutalnie zweryfikuje wartość hodowlaną tej klaczy.


Sprinterski wyścig KMET Cup na 1300 m nie przyniósł spodziewanych emocji. Triumfowały konie czeskie i słowackie, które zajęły trzy pierwsze miejsca. Los mógł się do Polaków uśmiechnąć w KMET Cup Mile, ponieważ nasz Golden Tirol to austriacki derbista i zwycięzca najważniejszych gonitw na Służewcu. GT lubi rozgrywać wyścigi „na klasę”, zaraz po starcie wychodzi na front wyścigu i narzuca bardzo ostre tempo. Ogier wygrał w ten sposób wiele gonitw osiągając świetne czasy. Dosiadający go Martin Srnec chciał i tym razem zastosować podobną taktykę. Nieoczekiwanie zaraz po starcie do łba Golden Tirola dojechała Dżazzil pod Aleksandrem Reznikowem. Srnec wiedział, że „cięcie” się w dystansie strzemię w strzemię z rywalem to katastrofa, próbował więc to przyspieszać, to zwalniać, aby pozbyć się uciążliwego konkurenta. Jednak Reznikow nie odpuszczał i przez około kilometr dwoje reprezentantów Polski bezproduktywnie traciło siły w bratobójczej walce. Efekt był łatwy do przewidzenia – na prostej liczyły się tylko galopujące spokojnie na końcu stawki trzy konie naszych południowych sąsiadów, które rozegrały wyścig pomiędzy sobą.


Widzowie zachodzili w głowę, co chciał osiągnąć dżokej Reznikow stosując tak wyniszczającą „taktykę” nie tylko wobec rywala z Polski, ale także wobec siebie. -Albo facet jest niespełna rozumu, albo też działał rozmyślnie, aby utrącić Golden Tirola, tylko po co miałby to robić – głośno spekulował jeden z graczy. Jest to bardzo dobre pytanie: co powodowało Reznikowem, że zdecydował się utrącić swoją Dżazzil oraz drugiego polskiego konia i otworzyć drogę do zwycięstwa w prestiżowej gonitwie gościom z zagranicy? To, co zrobił w niedzielę w piątym wyścigu Reznikow, to aberracja i nie potrafimy tego skomentować. Jedno, co możemy zrobić, to poradzić dżokejowi z Rosji, aby w przyszłości utrącał konkurentów w nieco bardziej wyrafinowany i inteligentny sposób, na przykład poprzez rzucenie w nich ręcznym granatem.


PASSA, Tadeusz Porębski

Dodaj komentarz

Komentarze (0)






Dopuszczalne znaczniki: <b><i><br>Dodaj nowy komentarz: