Start » Aktualności » 2010 » Szyderczy śmiech i krzyk rozpaczy

Szyderczy śmiech i krzyk rozpaczy

data publikacji: 30.11.2010, 21:00  |  autor: elwira   |  liczba komentarzy: 0

Wystarczyło kilka centymetrów pokrywy śnieżnej na torze, aby organizatorzy gonitw na Służewcu ogłosili totalną kapitulację. Mimo pięknej pogody i braku mrozu niedzielny mityng został odwołany. 

 

Trudno o bardziej trafne skwitowanie tegorocznego sezonu – nieudolność, nieudolność i jeszcze raz nieudolność. Organizator gonitw, czyli służewiecki oddział Totalizatora Sportowego, ma problem praktycznie na każdym obszarze – od nagłośnienia obiektu począwszy, na właściwym przygotowaniu toru do wyścigów skończywszy. Latem i późną jesienią konie musiały ścigać się na „betonie” narażając się na kontuzję, ponieważ czynność podlewania bieżni, będąca normalną praktyką na torach zagranicznych, m.in. słowackich, jest na warszawskim hipodromie czymś abstrakcyjnym.

 

Kiedy zaś Warszawę zaatakują deszcz lub śnieg odwołuje się po prostu wyścigi „ze względu na zły stan toru”. Fakt, odsyłanie ludzi do domu z kwitkiem to bardzo wygodne i mało absorbujące zajęcie. W Boże Ciało nad południową częścią miasta miało miejsce oberwanie chmury. Część bieżni (ok. 200 m) została podtopiona. Kataklizm nawiedził stolicę w czwartek wieczorem, przedstawiciele organizatora pojawili się na torze... w sobotę ok. godz. 10, a wypompowywanie wody rozpoczęto już w poniedziałek. Tak błyskawiczna reakcja osób odpowiedzialnych za przygotowanie obiektu do mityngów zaowocowała komunikatem wygłoszonym w sobotnie upalne południe przez chrypiące służewieckie głośniki, że „ze względu na zły stan toru wyścigi w sobotę i niedzielę zostają odwołane”. Odesłano do domów nie tylko graczy i bywalców, ale także kilku trenerów, którzy jechali ze swoimi końmi niekiedy nawet kilkaset kilometrów, aby pocałować służewiecką klamkę.

 

W ostatnią niedzielę śnieg przestał padać nad ranem. Oficjalny komunikat pogodowy oceniał stan toru jako ośnieżony o podłożu elastycznym, a więc nawierzchnia nie była zmrożona. Temperatura otoczenia oscylowała na poziomie zero stopni. Mimo to po pierwszej gonitwie wyścigi decyzją Komisji Technicznej odwołano z powodów jak wyżej. Z dobrze poinformowanego źródła dowiedzieliśmy się, że decyzję tę powzięto na skutek buntu kilku jeźdźców z Piotrem Piątkowskim na czele, którzy odmówili dosiadów z obawy przed możliwością odniesienia poważnych kontuzji.

 

Naszym zdaniem jeźdźcy mieli rację w tym kontekście, że organizator powinien być przygotowany pod względem technicznym do mityngów rozgrywanych pod koniec roku i posiadać (wydzierżawić) sprzęt do odśnieżania toru. Tym bardziej że zdecydowano się ostatnio na przedłużenie sezonu aż do 5 grudnia, a w grudniu raczej nie notuje się pod tą szerokością geograficzną upałów. Z drugiej jednak strony, swoją decyzję jeźdźcy powinni wyartykułować przed pierwszą gonitwą, a nie po jej rozegraniu. Warunki atmosferyczne były wszak takie same o godz. 10.30, jak i o 11.00.

 

Podsumowując ostatni mityng na Służewcu, a przy okazji cały sezon 2010, można postawić tezę, że praca osób odpowiedzialnych za organizację wyścigów konnych jest wadliwa w takim stopniu, że nie rokuje to żadnych nadziei na rozwój tej dyscypliny sportu. Po trzech latach działalności przyszły wieloletni dzierżawca zabytkowego hipodromu nie ma się czym pochwalić.

 

Sytuację za służewieckim murem najlepiej chyba charakteryzuje tytuł z Pink Floydów – szyderczy śmiech i krzyk rozpaczy. Jak bowiem nie roześmiać się szyderczo, kiedy słyszy się o wydumanych koncepcjach spłodzonych przez ludzi z oddziału Służewiec TS, jakim na przykład jest pomysł rozgrywania w przyszłym sezonie na Służewcu w każdym dniu wyścigowym tylko pięciu gonitw dla folblutów? Resztę mityngów miałyby ponoć uzupełniać transmisje z Wrocławia z wyścigów kłusaków i półkrewków. Ma to rzekomo uatrakcyjnić zawody i zwabić na warszawski tor tłumy widzów. Jak z kolei nie popaść w rozpacz, kiedy widzi się, że jesteśmy na prostej drodze do unicestwienia liczącej kilkaset lat tradycji, czyli hodowli konia wyścigowego, zniszczenia wyścigów i zamienienia się wielu polskich stadnin w kompletną ruinę? 

 

Autor epokowego pomysłu o transmisjach wyścigów kłusaków i półkrewków najwyraźniej albo kompletnie utracił kontakt z rzeczywistością, albo też nie posiada elementarnej wiedzy o mechanizmach rządzących wyścigami konnymi. Po pierwsze, gonitwy, w których ścigają się konie półkrwi, to żadne wyścigi. Po drugie, jak duże było w Warszawie zainteresowanie gonitwą dla kłusaków mogą świadczyć pule w totalizatorze, na przykład na porządki ok. 500 zł. A może miast wymyślać wyścigowe koszmarki wykonać prosty ruch biznesowy – uruchomić wreszcie na terenie całego kraju kilkaset (na początek) kolektur końskiego totalizatora, wraz z bezpośrednim przekazem, umożliwić graczom obstawianie zakładów przez Internet i opracować profesjonalną, zakrojoną na szeroką skalę akcję promującą wyścigi konne?  

 

Passa jest jednym z nielicznych mediów, które relacjonują służewieckie mityngi. Ostatnio wydawcy gazety coraz częściej zastanawiają się, czy nasza dziennikarska robota ma w przypadku Służewca jakąkolwiek przyszłość. Czy ma sens obszerne opisywanie wydarzeń, które z racji śladowego zainteresowania nimi opinii publicznej nie są godne nawet małej notki? Czy jest sensowne ciągłe krytykowanie pracy Komisji Technicznej i domaganie się radykalnych zmian w składzie personalnym tego powszechnie wyśmiewanego gremium, skoro z góry wiadomo, że takich zmian nie będzie? Jesteśmy o krok od powzięcia decyzji o wycofaniu Passy ze Służewca i relacjonowania wyłącznie kilku najważniejszych gonitw w sezonie, jak na przykład Derby czy Wielka Warszawska.

 

Wpływ na to ma także fatalna atmosfera panująca w wyścigowym środowisku. Nie ma tam zdrowej, sportowej rywalizacji i wzajemnego poszanowania. Brakuje solidarności w walce o lepsze jutro dla wyścigów konnych. Królują zawiść, podstęp, prowokacja i obrzucanie się błotem. Aby się o tym przekonać wystarczy zajrzeć na którekolwiek internetowe forum wyścigowe. Jeśli dodać do tego kilku właścicieli koni, których podejście do występów swoich podopiecznych graniczy z fanatyzmem, i którzy ich porażki usiłują nazywać sukcesami, to mamy do czynienia z rzeczywistością trudną do zaakceptowania przez człowieka o zdrowym rozsądku i odpowiednim dystansie do sportowych wydarzeń. Najbliższe miesiące pokażą, czy są możliwe zmiany w funkcjonowaniu służewieckiego obiektu. Jeśli nie, prawdopodobnie trwająca już dekadę przygoda Passy z wyścigami konnymi zakończy się na tej publikacji. 

 

Jak co roku nasz tygodnik kwituje sezon wyścigowy ogłaszając własny ranking. Wyniki oparte są na subiektywnych obserwacjach gonitw przez autora. Tytuł Trenera Roku zostaje przyznany Dorocie Kałubie i chyba nominacja ta nie wymaga specjalnego uzasadnienia. Ta mająca „złotą” rękę do koni trenerka potrafi sobie doskonale radzić w każdej sytuacji. Nie mając w tym sezonie klasowych folblutów nastawiła się na araby i w wyścigach dla koni tej rasy nie miała sobie równych.

 

Wyróżnienie dla Tomasza Kluczyńskiego wydaje nam się równie zasadne jak wybór na Trenera Roku Doroty Kałuby. Kluczyński wspólnie z właścicielem ośrodka treningowego Rosłońce, Adamem Wyrzykiem stworzył znakomicie uzupełniający się trenerski tandem, który może się pochwalić zwycięstwami w wielu prestiżowych gonitwach, m.in. w międzynarodowej KMET Classic wygranej przez Rutena. Konie zgłaszane do wyścigów przez Tomasza Kluczyńskiego wyróżniały się m.in. znakomitą kondycją. Niespodzianką jest fatalna forma stajni Marka Nowakowskiego, który w ubiegłym sezonie był prawdziwą rewelacją walcząc do ostatnich dni o miano najlepszego trenera, za co został nagrodzony przez Passę wyróżnieniem.

 

Obojętnie jak zakończy się rywalizacja punktowa pomiędzy Antonem Turgajewem a Aleksandrem Reznikowem, tytuł Dżokeja Roku przyznajemy temu pierwszemu. W przekroju całego sezonu, szczególnie w jego pierwszej części, Turgajew był bowiem najrzetelniej i najlepiej technicznie jeżdżącym dżokejem na Służewcu, a to, czego dokonał na ogierze Vasyli Kossack w Nagrodzie Europy, to jeździecki majstersztyk.

 

Hodowcą Roku nie mógł zostać nikt inny, jak mieszkające w Polsce od 16 lat chorwacko – bośniackie małżeństwo Sabina i Salih Plavac. Wygrywając swoimi końmi wiele ważnych wyścigów i godnie reprezentując nasz kraj za granicą (m.in. świetny występ dwulatka Exciting Life w silnie obsadzonym Criterium de Maisons Laffitte w Paryżu) wykonują kawał dobrej roboty w dziele promocji polskiej hodowli konia wyścigowego.

 

Miło patrzeć jak rozwija się talent jeździecki Darii Panczew i talent trenerski Darii Gutowskiej przygotowującej do wyścigów na Służewcu araby z Janowa Podlaskiego. Dlatego właśnie tym paniom Passa przyznała tytuły odpowiednio Amazonki Roku i Rewelacji Roku. Jurek Dłużniewski po raz drugi z rzędu zostaje Typerem Roku, a że jest w typowaniu szans koni najlepszy świadczą prawdziwe pielgrzymki odbywane do niego wielu służewieckich graczy. Brakiem reakcji na ewidentny crossing klaczy Pasadena dosiadanej przez Aleksandra Reznikowa, co wypaczyło wynik gonitwy i mogło zakończyć się poważnym karambolem, Komisja Techniczna przypieczętowała panującą opinię, że gremium to jest instytucją cieszącą się najmniejszym zaufaniem bywalców służewieckiego toru.

 

PASSA, Tadeusz Porębski           

 

 

 

 

SEZON WYŚCIGOWY 2010 WEDŁUG PASSY

 

Trener Roku: Dorota Kałuba

Wyróżnienie: Tomasz Kluczyński za efektywną pracę treningową w ośrodku Rosłońce, która przyniosła efekt w postaci wielu sukcesów jego podopiecznych na Służewcu i torach zagranicznych.

 

Dżokej Roku: Anton Turgajew

Wyróżnienie: Martin Srnec za pokaz rzetelnej, znakomitej technicznie i taktycznie jazdy.

 

Koń Roku: tytułu nie przyznano

Wyróżnienie: klacz Infamia za zwycięstwa w Derby i Oaks

 

Hodowca Roku: Sabina i Salih Plavac

 

Amazonka Roku: Daria Panczew

 

Rewelacja Roku: Trener Daria Gutowska

 

Typer Roku: Jerzy Dłużniewski (po raz drugi)

 

Blamaż Roku: Praca Komisji Technicznej na Służewcu

 


....

Dodaj komentarz

Komentarze (0)






Dopuszczalne znaczniki: <b><i><br>Dodaj nowy komentarz: