Start » Aktualności » 2011 » POGRZEB EUGENIUSZA HALSKIEGO NA BRÓDNIE (23.12. O GODZ. 12.30, KOŚCIÓŁ MUROWANY)

POGRZEB EUGENIUSZA HALSKIEGO NA BRÓDNIE (23.12. O GODZ. 12.30, KOŚCIÓŁ MUROWANY)

data publikacji: 22.12.2011, 22:00  |  autor: elwira  |  źródło: torsluzewiec.pl   |  liczba komentarzy: 0

16 grudnia zmarł wieku 71 lat Eugeniusz Halski, znany nie tylko na wyścigach, ale w Warszawie lat 60-70. pod nazwiskiem Frajer. Był chłopakiem z Mokotowa Górnego, absolwentem renomowanego Liceum im. Reytana i Politechniki Warszawskiej.


W swej pierwszej wspomnieniowej książce ("Gienka Frajera życie jak rock and roll"), będącej wspólnym dziełem Jego i pisarza Wojciecha Bukata, wyjaśniał pochodzenie pierwotnego nazwiska szwedzkimi korzeniami swego ojca. "Wolny" w językach nordyckich to "fray" lub "frey". I Gienek rzeczywiście był człowiekiem wolnym, co w latach PRL-u miało swą dodatkową wymowę. Lubił niezbyt mile wówczas widziany przez władze jazz, a także sport (szczególnie narty), świetnie też tańczył (brał udział w konkursach rock and rolla). Ten ówczesny, stołeczny bon vivant, jak trzeba było potrafił też rozwiązywać spory po męsku, czyli w pojedynkach na pięści. Miał liczne grono znajomych i przyjaciół wśród artystów (szczególnie muzyków) nie tylko w "Stodole" i na basenie Legii, który był wówczas również miejscem spotkań swoistej, niekoniecznie intelektualnej elity towarzyskiej. Dziś podobne środowisko nazywane jest "warszawką".


Na wyścigi, jak na Jego wyjątkowy temperemant, trafił stosunkowo późno, bo dopiero w wieku 23 lat. A wsiąkł w nie szybko na dobre i złe. To dobre pojawiło się jednak u Niego dopiero w wieku mocno dojrzałym. Wtedy postanowił spłacić w pewnym sensie symboliczny dług zaciągnięty wobec wyścigów wcześniej.
Jego pierwszym i na zawsze ukochanym klubem warszawskim była "Stodoła". Jej dawni twórcy bywalcy tłumnie stawili się podczas promocji wspomnianej już wcześniej książki, która odbyła się właśnie w "Stodole" przed pięcioma laty. Wśród zebranych było wielu ludzi związanych z wyścigami, trenerów, jeźdźców i sympatyków wyścigów konnych, gdyż po raz pierwszy po wojnie zdarzyło się, że komuś się chciało tak realnie i namacalnie oddać atmosferę toru, na który przychodziły kiedyś dziesiątki tysięcy ludzi.


Jesienią 2009 roku, już na torze, odbyła się promocja drugiej książki autorskiej pary Eugeniusz Halski i Wojciech Bukat. Tym razem zaprezentowali oni "Bombę w górę", pozycję już w całości poświęconą bohaterom Służewca, koniom i ludziom. Dzięki tym dwóm dziełom swego życia Gienek przejdzie do historii wyścigów na Służewcu.
Na koniec moje osobiste wspomnienie związane z Gienkiem. Poznałem Go bliżej dopiero przed 5-6 laty. Zaintrygował mnie najpierw Jego elagancki jasny płaszcz, w którym przypominał mi Alaina Delona. Powiedziałem Mu o tym. Widocznie ta moja uwaga przypadła Mu do gustu, gdyż w płaszczu tym, który jak mówił, kupił przed 20 laty, pojawiał się w ostatnich sezonach na torze prawie zawsze. Nasłuchałem się wielu Jego wyścigowych opowieści, których nie zamieścił w swoich książkach. Jeszcze przed rokiem snuł plany napisania kolejnej, ale już nie o wyścigach.


W końcu listopada byłem zbyt zakręcony tą ostatnią niedzielą, żeby z Gienkiem dłużej porozmawiać. Po raz pierwszy, jakby mimochodem, powiedział mi wtedy, że toczy walkę z rakiem na śmierć i życie. Na moją uwagę, czemu nie zdradził mi tego wcześniej, odparł: - A co ci miałem na wyścigach zawracać głowę takimi sprawami. Przychodziłem na tor, żeby o tym zapomnieć!

Żegnaj mój służewiecki Alanie Delonie!

Jan Zabieglik

Dodaj komentarz

Komentarze (0)






Dopuszczalne znaczniki: <b><i><br>Dodaj nowy komentarz: