Start » Aktualności » 2012 » Na Służewcu było jak za starych dobrych czasów...

Na Służewcu było jak za starych dobrych czasów...

data publikacji: 01.10.2012, 13:55  |  autor: elwira  |  źródło: Tadeusz Porębski, PASSA   |  liczba komentarzy: 0

Wielcy zwycięzcy

Fot: Finisz.pl
Wielcy zwycięzcy
Kilkanaście tysięcy widzów fetowało triumf Cameruna w Wielkiej Warszawskiej

Nieprzebrane tłumy zjawiły się w niedzielę na służewieckim hipodromie, aby obejrzeć gonitwę Wielka Warszawska, która została rozegrana już po raz 99. Wygrywając wyścig w sposób nie podlegający dyskusji ogier Camerun udowodnił, że jest obecnie najlepszym koniem wyścigowym w Polsce.

Gonitwa rozegrana została w selekcyjnym tempie i dostarczyła widzom nie lada emocji. Zgodnie z przewidywaniami poprowadził Doctor Dahess, który pracował na rzecz jednego z liderów, ogiera Indian General. Za nim ruszyły Klan i kolega ze stajni Cameruna, rzetelnie biegający Salam. Przed wyjściem na końcową prostą różnica pomiędzy wymienionymi trzema końmi a galopującym w zwartej grupie peletonem była tak duża, że wydawało się, iż przynajmniej dwóch liderów - Klan i Salam dociągną do celownika. Jednak tuż za ostatnim zakrętem grupa pościgowa wyraźnie przyspieszyła i błyskawicznie dopadła uciekinierów. Ruszył Young Boy, a w ślad za nim jego stajenny towarzysz Iwonicz. Do walki włączyły się także Lucky Peter oraz faworyzowany Indian General. Wtedy dżokej Piotr Piątkowski po mistrzowsku znalazł lukę i posłał Cameruna do boju. Puszczony z ręki ogier wystrzelił do przodu i było po wyścigu. Już kilkanaście metrów przed celownikiem Piątkowski stanął w strzemionach i wykonał batem gest triumfu. Za jego plecami do końca trwała zażarta walka o płatne miejsca. Jako drugi minął celownik Young Boy, który o krótki łeb ograł ostro finiszującego Lucky Petera, czwarty był Indian General.

Trenowany przez Marka Nowakowskiego 4-letni Camerun został sprowadzony do Polski z Wysp przez Zygmunta Sobolewskiego, wytrawnego znawcę koni wyścigowych, właściciela spółki BHT Animal Trade. Camerun kosztował tylko 8 tysięcy euro, ponieważ matka ogiera nie biegała i nie dała wartościowego potomstwa. Podopieczny trenera Nowakowskiego ma jednak znakomitego ojca, dziadka oraz babkę i być może takie połączenie świetnych genów sprawiło, iż Camerun jest koniem wyścigowym z bardzo wysokiej półki. Jego ojciec, irlandzki ogier Singspiel biegał w stajni słynnego pasjonata wyścigów konnych, szejka Mohammeda bin Rashida Al Maktouma, władcy Dubaju. Na 20 startów aż 9 razy był pierwszy i ośmiokrotnie zajmował płatne miejsca wygrywając łącznie prawie 6 mln USD! Oprócz Dubai World Cup, Singspiel wygrał 4 wyścigi G1, m. in. Coronation Cup oraz Japan Cup, był drugi w Breeder`s Cup Turf, a w 1996 r. został uznany za najlepszego konia na świecie biegającego po trawie. Singspiel dał także bardzo dobre potomstwo, aż 12 spłodzonych przez niego koni wygrywało na kilku kontynentach wyścigi G1 i przyniosło właścicielom ponad 36 milionów funtów z wygranych nagród. Tak więc nie jest dziełem przypadku, że Camerun przejawia wyjątkowy talent do galopowania.

Podczas tegorocznej Wielkiej Warszawskiej pobity został rekord frekwencji na Służewcu w tym stuleciu - na tor przybyło około 15 tysięcy widzów. Panował ścisk, a kolejki były dosłownie wszędzie - do barów, do kas, do toalet. Wyraźnie i po raz kolejny dał się odczuć brak trybuny głównej, która miała być wyremontowana i oddana do użytkowania, ale nie jest. Powód - brak środków. Dla tysięcy warszawiaków nie jest to żadne tłumaczenie. Totalizator Sportowy w 2008 r. został 30-letnim dzierżawcą 137-hektarowego obiektu i nie ma możliwości wymiksowania się z umowy, a skoro tak, władze spółki powinny wreszcie zacząć spoglądać na hipodrom nie jak na przysłowiową kulę u nogi, lecz jak na bezcenny skarb, z którego można ciągnąć krociowe zyski.

Wielka Warszawska, jak również ostatnio Wielka Ursynowska, pokazały, że mieszkańcy stolicy chcą bywać na Służewcu, ale oczekują poważnej oferty, a nie toalet typu toitoi, podwórkowego grilla, namiotu, czy przestrzeni wyłożonej przedpotopową, dziurawą, chyboczącą się pod nogami trylinką. Ma się wrażenie, że centrala TS w ogóle nie widzi potencjału skumulowanego w tym zabytkowym, przepięknym, znakomicie skomunikowanym z resztą miasta obiekcie. Dostrzegła go wreszcie prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz - Waltz, która po raz pierwszy zjawiła się w niedzielę na Służewcu, aby osobiście udekorować triumfatora Wielkiej Warszawskiej. Była zaskoczona tłumami widzów, wyjątkową architekturą i magiczną atmosferą tego miejsca. Zabawiła na torze prawie godzinę i zapowiedziała swoją obecność za rok, na jubileuszowej 100. Wielkiej Warszawskiej. Pani prezydent zakomunikowała, że specjalnie na tę okoliczność zamówi sobie strój uszyty na modłę obowiązującą w minionej epoce.

Zebrani licznie na WW dziennikarze w kuluarowych rozmowach zgodnym chórem postulowali pilną potrzebę wyremontowania trybuny głównej, która straszy od kilku lat mocno naruszając wizerunek wieloletniego dzierżawcy obiektu, czyli spółki Totalizator Sportowy. Nieudolność, brak pomysłu, brak woli ze strony decydentów z ulicy Targowej, czy po prostu typowo polski lekceważący stosunek do publicznej własności? - pytano. Bo na pewno nie brak środków, ponieważ kto jak kto, ale taka firma jak Totalizator Sportowy nie może narzekać na brak pieniędzy. Tor służewiecki to prawdziwa perła w koronie stolicy, która powinna świecić pełnym blaskiem - w tym tonie wypowiadają się dziennikarze, publicyści, literaci, ludzie kultury i anonimowi warszawiacy. W tym tonie pisał swego czasu w dwóch obszernych publikacjach zamieszczonych na łamach "Polityki" ceniony dziennikarz Piotr Pytlakowski. W tym samym tonie wypowiada się "Passa". Władze TS muszą wreszcie wdrożyć w życie szumnie zapowiadany program reaktywacji Służewca i przestać traktować ten obiekt niczym kulę u nogi. Dalsze trwanie w marazmie i bezczynności może być odebrane przez ogół jako marnotrawienie narodowej spuścizny (Służewiec jest wpisany do Krajowego Rejestru Zabytków) i położyć się głębokim cieniem na wizerunku spółki Totalizator Sportowy.

Tegoroczna Wielka Warszawska to gigantyczny sukces marketingowy, organizacyjny, jak również sportowy. Biorąc pod uwagę siermiężne warunki panujące na Służewcu, ściągnięcie na tor kilkunastu tysięcy widzów należy traktować w kategorii sukcesu. Piotrowi Kamińskiemu, członkowi zarządu TS, powinien dać wiele do myślenia widok, jaki można było obserwować ze szczytu trybuny honorowej - głowa przy głowie, dziesiątki tysięcy podekscytowanych widzów głośno skandujących nazwisko Piotra Piątkowskiego fetujących w ten sposób spektakularny triumf ogiera Camerun. To była wielka sportowa impreza z akcentami rodzinnego pikniku - bez wyrywania krzeseł, chamskich okrzyków, burd i armatek wodnych. Organizatorom Wielkiej Warszawskiej, pracownikom Oddziału Służewiec Wyścigi Konne TS - chapeau bas!

 

Tadeusz Porębski, PASSA