Start » Aktualności » 2012 » Służewiecki hipodrom bierze wzorce ze Stadionu Narodowego

Służewiecki hipodrom bierze wzorce ze Stadionu Narodowego

data publikacji: 30.10.2012, 16:48  |  autor: elwira  |  źródło: Tadeusz Porębski, PASSA   |  liczba komentarzy: 2

trening 30 października 2012

Fot: Finisz.pl
trening 30 października 2012
Mimo ładnej pogody niedzielny mityng odwołano z powodu złej pogody

Przy pięknej słonecznej pogodzie odbył się na Służewcu Dzień Czeski, którego najważniejszym wydarzeniem była ważna pod względem selekcyjnym sprinterska gonitwa Criterium. Tak miało zaczynać się nasze sprawozdanie z kolejnego służewieckiego mityngu. Pogoda faktycznie dopisała, mityng odwołano jednak z powodu... złej pogody.

Już w sobotę przed rozpoczęciem gonitw służewieccy jeźdźcy oraz większość trenerów zawnioskowali do Komisji Technicznej o odwołanie mityngu z powodu fatalnych warunków atmosferycznych. Fakt, spadł pierwszy w tym roku mokry śnieg i wiał dokuczliwy wiatr, ale temperatura była powyżej zera, co oznaczało, że tor nie był zmrożony i śliski. Widzowie czekali aż KT desygnuje ze swojego grona kilku przedstawicieli, którzy nałożą odpowiednie obuwie i osobiście dokonają inspekcji bieżni, aby mieć własne zdanie wyrobione na bazie autopsji. Stewardzi uwierzyli jednak jeźdźcom na słowo i błyskawicznie złożyli u organizatora gonitw wniosek o odwołanie zawodów argumentując, tu cytat: "Kierując się względami bezpieczeństwa jeźdźców i koni... etc.".

Co prawda więcej kontuzji i wypadków z udziałem koni oraz jeźdźców miało miejsce przy ładnej pogodzie i na nośnym torze, to jednak organizator gonitw nie miał w sobotę zbyt szerokiej furtki. Gdyby bowiem wniosek KT został odrzucony i, nie daj Bóg, doszłoby na torze do kolizji poszkodowani puściliby organizatora z przysłowiowymi torbami posługując się w sądzie koronnym argumentem: "Ostrzegaliśmy, ale nasze ostrzeżenie zlekceważono". - Proszę pokazać mi odważnego, który w takiej sytuacji zdecydowałby się odrzucić wniosek KT i wziąć "na klatę" ewentualne konsekwencje, które mogłyby z tego wyniknąć - powiedział tygodnikowi Passa proszący o anonimowość pracownik Totalizatora Sportowego, organizatora gonitw na Służewcu. - Z naszej strony decyzja mogła być tylko jedna: odwołanie zawodów.

Amatorzy oglądania wyścigów konnych z kwaśnymi minami opuszczali hipodrom szyderczo komentując podjętą na chybcika decyzję: - Przychodzę tu od kilkudziesięciu lat i pamiętam, że ścigano się w sto razy gorszych warunkach niż dzisiaj - perorował rumiany mężczyzna w okularach. - Jacy oni zrobili się delikatni, pomyślałby kto... Mężczyzna zakończył swoją wypowiedź wulgarnym epitetem skierowanym pod adresem jeźdźców. - Nie wiesz pan, o co tu tak naprawdę chodzi? - włączył się do rozmowy wychudły gość w zbyt obszernej ortalionowej kurtce. - Nie chcą jeździć, bo na takim torze nie będą mogli ustawić klawizny - zarechotał jadowicie. - To żenada - kolejny rozmówca był wyraźnie zniesmaczony. - Oni wszyscy mają postawę wyłącznie roszczeniową, ale dać choć trochę z siebie.... Co to, to nie. Tony McCoy miał na ciele kilkadziesiąt szwów i nazajutrz wsiadł na konia, bo taka była potrzeba. Tam są profesjonaliści, tu amatorzy, którym wszystko przeszkadza. Przecież wyścigi w dniu dzisiejszym to wyłącznie kwestia odpowiedniego okucia koni. Nic więcej!

Jakby potwierdzeniem tych słów jest folder leżący na drugim piętrze trybuny głównej, w którym organizator gonitw w St. Moritz zachęca widzów do oglądania wyścigów konnych rozgrywanych... na lodzie. Konie mogą bowiem ścigać się w najbardziej ekstremalnych warunkach, tyle tylko że muszą być odpowiednio okute. Jednak koni ze Służewca nie potrafiono właściwie okuć, mimo że od wielu dni synoptycy informowali we wszystkich stacjach radiowych i telewizyjnych, iż w weekend spadnie śnieg. Opady śniegu nie były niespodzianką dla nikogo, poza środowiskiem wyścigowym na Służewcu z Komisją Techniczną na czele. Skoro w St. Moritz konie mogą ścigać się na lodzie przy temperaturze -20 st. Celsjusza, to czemu nie mogą biegać na Służewcu, gdzie nie ma zmarzliny, temperatura jest powyżej zera, a tor grząski i pokryty cienką warstwą mokrego śniegu? Argument jeźdźców, że "śnieg przylepia się do kopyt i koniom rozjeżdżają się nogi" jest nie do przyjęcia i przywodzi na myśl znane porzekadło o baletnicy, której przeszkadza rąbek spódnicy.

O ile od biedy można pogodzić się z odwołaniem mityngu sobotniego, to decyzja o odwołaniu zawodów także nazajutrz, w niedzielę jest kompletnie niezrozumiała. Ponownie czynnikiem wiodącym byli stewardzi z KT, którzy już około 10 rano zadecydowali, że Dzień Czeski z udziałem ambasadora naszych południowych sąsiadów oraz tamtejszych parlamentarzystów, jak również czeskich koni nie powinien się odbyć się ze względu na fatalne warunki atmosferyczne, "kierując się względami bezpieczeństwa" i podobne ple, ple. Dwie godziny później, a więc dokładnie wtedy, kiedy planowo miał być rozegrany pierwszy wyścig, nad Warszawą świeciło piękne słońce, a śnieg szybko topniał znikając z ulic i trawników. Warszawiacy masowo wychodzili z domów na spacery. Służewiecki hipodrom spał tymczasem snem zimowym.

Komisja Techniczna zezwoliła w tym sezonie na używanie na Służewcu podków zapewniających koniom lepszą przyczepność, choć ich stosowanie jest zabronione na większości europejskich torów. Okute w ten sposób folbluty i araby mogły z powodzeniem ścigać się, jeśli nie w sobotę, to z całą pewnością w niedzielę. Takie jest zdanie wielu osób z wyścigowej branży, z którymi kontaktowaliśmy się przed powstaniem niniejszej publikacji. Podobnie jak w przypadku pamiętnej kompromitacji na Stadionie Narodowym ktoś zaniechał. Wtedy od kilku dni wiedziano, że zbliżają się ulewy, mimo to nie zamknięto dachu stadionu. Do dzisiaj nie ma winnych zaniechania - jeden zwala winę na drugiego. Podobnie było w ubiegły weekend na Służewcu.

Trudno spekulować, kto tak naprawdę jest winny temu, że zawody nie zostały rozegrane - pogoda? Jeźdźcy, jak się okazuje ludzie wyjątkowo delikatnej natury, mimo że uprawiają zawód wysokiego ryzyka? Trenerzy, którzy nie okuli koni zgodnie z wymogami kapryśnej jesiennej aury? Stewardzi z KT, którzy pospieszyli się ze złożeniem wniosku o odwołanie mityngu? A może organizator gonitw, który nie odważył się na odrzucenie mocno naciąganego wniosku KT, choć w niedzielę tak naprawdę nie było żadnych przeszkód, które uniemożliwiałyby rozgrywanie wyścigów. Tak czy owak, sobotnio - niedzielne wydarzenia na torze nie będą służyć poprawie wizerunku służewieckiego hipodromu.

 

PASSA, Tadeusz Porębski