Start » Aktualności » 2014 » Pan minister tańczy

Pan minister tańczy

data publikacji: 20.11.2014, 20:00  |  autor: elwira  |  źródło: Tadeusz Porębski   |  liczba komentarzy: 0

Fot: Finisz.pl

Nie ma końca zapoczątkowany w lipcu chocholi taniec związany z wyborem prezesa Polskiego Klubu Wyścigów Konnych. Do grona tancerzy włączają się kolejne osoby, w tym urzędujący minister rolnictwa i rozwoju wsi Marek Sawicki.

Powołany w 2001 r. mocą specjalnej ustawy sejmowej PKWK ma status państwowej osoby prawnej i pełni funkcję polskiego Jockey Clubu. Ale tylko z nazwy, bowiem na całym świecie tego typu organizacje są niezależne od władz administracyjnych. W Polsce praktycznie o wszystkim co dzieje się w PKWK decyduje minister rolnictwa. On też powołuje - na wniosek Rady PKWK, to bardzo ważny element - prezesa klubu. W lipcu Agnieszka Marczak, ówczesna przewodnicząca Rady PKWK, wygrała wybory na prezesa zdobywając ponad połowę głosów w 25-osobowej radzie. Drugie miejsce zajął Michał Romanowski, trener koni wyścigowych, również członek rady.

Wniosek rady o powołanie Marczak na prezeskę znalazł się na biurku ministra Sawickiego w połowie lipca, jednak na jego odpowiedź środowisko wyścigowe musiało czekać do końca września. "Nie zamierzam powołać Agnieszki Marczak na funkcję prezesa PKWK " - odpisał Sawicki osłupiałym ze zdumienia członkom rady. Zdumieniu nie należy się dziwić - zapis ustawy jest bowiem jasny i nad wyraz przejrzysty. Sawicki nie zadał sobie trudu przedstawienia 25. poważnym osobom z rady uzasadnienia swojej dziwnej decyzji. Nie podał też podstawy prawnej uzasadniającej utrącenie Agnieszki Marczak. W dniu 6 października pan minister nieoczekiwanie mianował na funkcję pełniącego obowiązki prezesa Waldemara Flisińskiego, kierownika wydziału organizacyjnego PKWK. Środowisko wyścigowe zostało niemile zaskoczone po raz kolejny. Ustawa mówi bowiem wyraźnie, że minister ma obowiązek powołać prezesa na czteroletnią kadencję, a nie jego p.o. na na czas nieokreślony.

Postanowiliśmy zapytać rzecznika prasowego MRiRW, czy Flisiński został powołany na czas określony czy nieokreślony. Widząc bowiem dziwne manewry Sawickiego można zakładać, że Flisiński może być p.o. nawet przez kolejne 4 lata. Rzecznik resortu odpowiedział niczym Richelieu zza arrasu: "6 października 2014 roku Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi powierzył pełnienie obowiązków prezesa Waldemarowi Flisińskiemu, do czasu powołania Prezesa Polskiego Klubu Wyścigów Konnych". To wyjątkowo klarowna odpowiedź wyjaśniająca w całości trapiące nas wątpliwości. Tymczasem już w dniu powołania na funkcję Flisiński zatrudnił w biurze PKWK za swojego doradcę dotychczasowego prezesa PKWK i byłego pracodawcę Feliksa Klimczaka, który w sierpniu ukończył 65 lat i brakuje mu kilku miesięcy do emerytury. Tak wielka dbałość o los Klimczaka musi budzić powszechne uznanie i nadaje Sawickiemu oraz Flisińskiemu status dobrego samarytanina. A gdzie prawo, ustawa sejmowa i demokracja? W głębokim odwrocie.

Poseł PO Michał Szczerba, przewodniczący parlamentarnego zespołu do spraw wyścigów konnych i jeździectwa, starał się dociec, czy Sawicki odmawiając powołania Agnieszki Marczak na funkcję prezesa PKWK działa zgodnie z prawem. Wystąpił do Biura Analiz Sejmowych o interpretację stosownego zapisu w ustawie o wyścigach konnych. Obszerna opinia BAS jest dla Sawickiego miażdżąca. Według sejmowych prawników minister rolnictwa ma ustawowy OBOWIĄZEK powołania na funkcję prezesa PKWK tego kandydata, którego w demokratycznych wyborach wybierze Rada PKWK. W ustawie nie ma miejsca na ministerialne widzimisię. Opinia prawna BAS może być podstawą do postawienia Sawickiemu zarzutu złamania ustawowego zapisu i w efekcie postawienia go przed Trybunałem Stanu.

Pan Marek Sawicki ma jednak za nic analizy oraz inne uchwalane przez Sejm ustawowe śmieci. 12 listopada spotkał się z posłem Szczerbą i zapewnił go, że powoła Marczak na prezeskę. Postawił jednak warunek, że musi otrzymać ponowny wniosek w formie większościowej uchwały rady. Po raz kolejny nie uzasadnił, z jakiego powodu rada miałaby głosować i wybierać po raz kolejny, skoro lipcowy wybór Marczak nie został przez nikogo podważony pod względem zgodności z prawem.

Okazuje się, że mimo opinii prawnej BAS Sawicki nadal prowadzi swoje zakulisowe gierki. W publikacji Wiktora Lubicza na łamach dziennika "Polska The Times" czytamy m.in.: "Sawicki dał się wciągnąć w nieczystą i nie swoją grę, w której przegrany w wyborach może zostać niemoralnym zwycięzcą. Michał Romanowski złożył mianowicie w piątek (14 listopada) oficjalny wniosek za pośrednictwem biura PKWK o zwołanie posiedzenia Rady PKWK "w najbliższym możliwym terminie" oraz zażądał umieszczenia w porządku obrad punktu wnioskowanie do ministra rolnictwa o powołanie dotychczasowego kandydata, a jeśli głosowanie da inny wynik, wnioskowanie do ministra rolnictwa o powołanie innego kandydata. Innymi słowy, w cztery i pół miesiąca po wyborach na prezesa PKWK przegrany wówczas Michał Romanowski złożył wniosek o powtórzenie głosowania, a jeśli Marczak nie uzyska większości, ponowne wybory - bez udziału Marczak. Niemoralna propozycja, pod którą Romanowski zebrał na razie tylko jeden głos...".

Wiedzieliśmy z dwóch wiarygodnych źródeł, że rzecznicy Romanowskiego pętają się po korytarzach ministerstwa rolnictwa i lobbują tam za jego kandydaturą. Działania Romanowskiego, jego popleczników i resortowej kliki na czele z ministrem budzą w nas odrazę. Doskonale wiemy, kto za tym wszystkim stoi i o co tak naprawdę w tej pachnącej skandalem historii chodzi. Idzie jak zwykle o synekury i pieniądze. Duże pieniądze. PKWK opiera swoją działalność na środkach otrzymywanych od Totalizatora Sportowego z tytułu dzierżawy torów na Służewcu. Rocznie do kasy klubu wpływa w gotówce 3,2 mln zł. W 2013 r. klub zatrudniał na podstawie umów o pracę 12 osób, którym łącznie wypłacono 1.162.995,28 zł, co daje średnią na osobę ponad 8 tys. zł miesięcznych poborów. W dzisiejszych czasach pensja w takiej wysokości, za, mówiąc nawiasem - niezbyt wydajną i odpowiedzialną pracą, to synekura, o którą warto toczyć bój. W 2013 r. z 3,2 mln zł otrzymanych od TS pozostało w kasie około 1,6 mln zł na inne wydatki. Do tej kwoty należy dodać dotację w wysokości 450 tys. zł, którą PKWK jako państwowa osoba prawna otrzymuje corocznie z budżetu państwa. Dysponowanie corocznie dwoma milionami złotych z doskonale opłacanego fotela to nie w kij dmuchał.

Kontrola nad PKWK jest więc jednocześnie kontrolą nad ponad 3,5 mln zł rocznie oraz 12 tłustymi synekurami. Trudno zatem dziwić się, że opanowany przez PSL resort rolnictwa wszelkimi sposobami broni się przed przekazaniem posady prezesa osobie z zewnątrz. Bo Agnieszka Marczak jest osobą z zewnątrz nie powiązaną z żadną partią polityczną i żadną towarzysko - biznesową kliką. Tym bardziej że prezeska - elekt nieopatrznie zasygnalizowała, że zamierza zreorganizować PKWK, aby choć w części zaczął przypominać prężnie działające zachodnie jockey cluby. To musiało wzbudzić duży niepokój wśród resortowych decydentów. Mamy bogatą wiedzę na temat prywatyzacji państwowych stadnin - przykłady, dowody, jak również sprawozdania świadków obserwujących przetargi. Ekwilibrystyka uprawiana przez ministra rolnictwa, manipulacje związane z niepowołaniem wybranej w sposób demokratyczny Agnieszki Marczak i całkowite lekceważenie przez urzędników resortu rolnictwa analizy prawnej sporządzonej przez sejmowe biuro zmusza nas do podzielenia się posiadaną wiedzą z CBA. Jako gazeta musimy stać na straży praworządności, a skoro nasze medialne interwencje i apele nie przynoszą skutku jesteśmy zmuszeni poprosić odpowiedni organ o baczne przyjrzenie się działaności urzędników MRiRW w kilku cuchnących na odległość nepotyzmem i korupcją sprawach.
Tadeusz Porębski















Dodaj komentarz

Komentarze (0)






Dopuszczalne znaczniki: <b><i><br>Dodaj nowy komentarz: